Slamdunk

10/01/2011

Moje początki? Pożycz mi konsolę, to zagram w NBA od 2K!

Więcej artykułów napisanych przez »
Napisane przez: Szczepan Radzki
Tagi: , ,
198053_15112_front

Jak zaczęła się moja przygoda? To nie była cudowna historia rodem z amerykańskiego filmu, to nie było nic szczególnego, bo ja już w gry nie grałem. Jedynie od czasu do czasu w NBA Live.

Przywołując tą myśl w głowie, czuję jakby to było dziś. Drugi rok studiów, na biurku stała czarna Toshiba, do której podłączony był pad niczym ten z X-Boxa, którym grałem we wspomniane wyżej NBA Live.

I to był błąd, który uświadomił mi mój konsolowy guru, Maciej Shin. – Ej, weź przestań grać w to badziewie, sprawdź sobie NBA 2K – mniej więcej tak brzmiały słowa Shina.

Ok, to pożycz mi konsolę, bo jak mam inaczej zagrać? – po tych słowach w moim domu na kilka dni zagościł pierwszy, czarny X-Box.

Nie pamiętam nawet, która odsłona była moją pierwszą, ale pamiętam jak dziś, że pierwsze trzy mecze kończyły się prawie wyrzuceniem kontrolera, a zaraz za nim konsoli i telewizora przez okno.

Frustracje nasilały się w związku z przyzwyczajeniami do edycji Live, tego jak gracze ślizgali się po parkiecie niczym na łyżwach i tego, że wystarczyło wcisnąć turbo i mieliśmy niemal w stu procentach pewność tego, że wygramy. Niezależnie od tego na jakim poziomie trudności graliśmy.

W 2K nie wystarczyło namiętnie trzymać jednego przycisku i ewentualnie w trudnych momentach nieco bardziej skoncentrować się na defensywie oraz stosować w ataku jeden, czy dwa triki. Ah tak, byłbym zapomniał, w przeciwieństwie do Live, w 2K okazało się, że trzeba grać zagrywki, inaczej nasi gracze i drużyny zachowują się niczym szkolna banda biegająca gdzie i jak popadnie.

Po oddaniu konsoli nie było innej możliwości tylko zakupienie własnego sprzętu. Gra nie wychodziła na komputery i do tej pory uznaję, że wersja pecetowa to tylko słaba namiastka tego w co można zagrać na Playstation czy X-Boxie.

Miłość do NBA 2K narastała, choć chyba nie byłem tego zupełnie świadom. Grałem w każdą możliwą edycję, jedną z nich opisując nawet w tygodniku koszykarskim Basket News. Była to bodaj pierwsza recenzja gry koszykarskiej w czasopiśmie sportowym.

Być może gdzieś tam pojawiła się recenzja Fify, ale szczerze w to wątpię. Dość dygresji.

Zmiany? Tak, zagrywki!

Każda kolejna edycja przynosiła graczom coraz więcej zadowolenia. Generalnie wszystkie elementy, które prowadziły do coraz większej realności były poprawiane z sezonu na sezon. Miłośnicy serii dostawali to czego oczekiwali, bo twórcy gry czytali i słuchali uwag graczy. Kontrolowanie graczy było coraz lepsze, zwody wyglądały jak te prawdziwe, a i najważniejsze – aby wygrywać na wyższych poziomach trudności, naprawdę cały czas trzeba było być maksymalnie skupionym. Komputerowe IQ miało bardzo mały margines błędu, konsekwentnie wykorzystywało przewagi swoich zawodników i grało zagrywki znane z parkietów NBA.

I to właśnie ta ostatnia rzecz, playbook, był czymś co powodowało, że chciało się spędzać przed grą kolejne godziny i uczyć schematów ruchu poszczególnych zespołów, a nawet pożyczać chwilowo zagrywki innej drużyny i zaskakiwać swojego przeciwnika – ten element został do gry dodany chyba w edycji 2K11.

Największa zmiana od lat? Oczywista oczywistość.

Pieprzyć konkursy wsadów i rzutów za trzy punkty. Pieprzyć kolejne elementy w trybie kariery oraz tryb generalnego menedżera. Pieprzyć tryb rozwoju własnego gracza. Pieprzyć (choć już nieco mniej) rozgrywki online. Bo ile czasu można poprawiać drobne błędy, których wielu nie zauważy?

Tym co zgniotło konkurencję i spowodowało, że kolejni fani koszykówki kupili edycję 2K11 był jeden, jedyny tryb, który spowodował że w mediach wrzało długo, długo przed tym zanim gra się ukazało. I dlatego też sam osobiście sięgnąłem po krążek z NBA 2K11.

Mowa oczywiście o Michael Jordan Challenge. Dziesięć klasycznych meczów i możliwość bycia Jordanem – bezcenne, po prostu bezcenne dla wszystkich. Nawet tych, którzy Michaela szczerze nienawidzili.

I co z tego, że składy przeciwników miały po 6-7 realnych graczy, a reszta nigdy nie istniała? Już za kilka dni dostaniemy kolejną płytkę z numerkiem 12, na której będzie nieco więcej historycznych wydarzeń.

Przyszłość? Globalna gra

A mi, tak jak kiedyś pisałem na forum 2kSports, ciągle brakuje możliwości rozwoju swojej kariery od wczesnych lat. Rozumiecie, high school, w zależności od możliwości, efektów pracy, college, junior college, być może Europa, czy NBA.

Na pewno nie w tej edycji, ale być może w końcu kiedyś dostaniemy tak zaawansowany tryb, w którym będziemy przerzucać płytkami i denerwować się, bo w drafcie zostaliśmy pominięci i przez rok musimy występować we Włoszech.

Do zobaczenia w sieci i przeczytania pierwszych recenzji.

Specjalnie dla Slamdunk.com.pl, Szczepan Radzki Gazeta Wyborcza/Sport.pl/Difens.pl



O Autorze

Szczepan Radzki
Dziennikarz sportowy Gazety Wyborczej i portalu Sport.pl, blogger (Difens.pl) miłośnik sportu w każdej postaci (marketing, lifestyle etc). Wolny, przystojny i zapracowany :)




8 komentarzy


  1. Aj23

    Zosatalem rozbrojony 🙂 kompletnie , absolutnie rozbrojony… analogia 🙂

    Sam gralem w Live na kompie, denerwujac sie na maly stopien realizmu
    W gre od segi gralem pierwszy raz, nie na pozyczonym X .. lecz pozyczonym playstation 2
    Z tym ze gre kupilem sam 🙂
    Co w tym artykule rozbraja mnie do reszty to pomysl rozpoczynania kariery jako dzieciak
    bylem przekonany ze nie znalazla by sie druga osoba, ktora miala by ochote grac w cos takiego.
    Serdecznie pozdrawiam dziekujac jednoczesnie za podzielenie sie na Slamdunku, typowa dla polskich realiow historia 🙂


  2. Owi

    U mnie pierwsza przesiadka z NBA Live na NBA 2k6 jeszcze na wysłużonej PS2 zaowocowało krzykami na pol osiedla 🙂 I to nie z nerwów a wlasnie z tego jak miodna była rozgrywka i jak rozkładała na łopatki ówczesny wypust EA.


  3. rahH

    jak zobaczyles owi 2k6 to jak mogles jeszcze grac w sd3 na nba live 06 i pozniej na 07? 😛

    ja zaczynalem od nba live chyba 99 a skończyłem na nba live 06 a pozniej jak wyszlo nba 2k9 to szok. Szkoda tylko ze byla to pierwsza wersja na PC i bez mozliwosci grania online.


  4. Owi

    k6 dorwalem jakoś na miesiąc przed premierą k7 czy nawet już po niej. Nie wiedzialem nawet jeszcze co to jest 🙂


  5. Jacek

    Ja pierwszy raz zobaczyłem NBA Live u kolegi na komputerze, tragicznie sie grało sterując na klawiaturze pozniej grałem na X-box tym starszym tez NBA Live w i z konsoli przesiadłem sie na komputer własnie na 2k10 ale szybko skonczyłem bo nie cierpiałem grac na klawiaturze a w zasadzie ps3 kupiłem głownie dla 2k11 i byłem zachwycony….


  6. manyman

    „Gra nie wychodziła na komputery i do tej pory uznaję, że wersja pecetowa to tylko słaba namiastka tego w co można zagrać na Playstation czy X-Boxie. ”

    … nie, żebym się czepiał 😀 ale poza tym, że 2K nie wypuszcza wersji demo owej gry na PC (co w sumie mało jest istotne) i popsuło grafikę przy okazji 2k11 online, to nie wiem w co można jeszcze zagrać na konsoli więcej, skoro są to identyczne gry, a na dodatek, na wersji na PC można edytować wszystko, poczynając od roster’ów po każdy element grafiki (parkiety, twarze,bandy, reklamy, stroje itd, czy grać klasycznymi teamami, których 2K nie wypuściło. Tego wszystkiego raczej na konsoli nie można uraczyć 😉 Więc byłbym ostrożny co do tego, co jest namiastką czego 😉 Wersje na konsole mają lepzy marketing, ale wcale nie lepszą funkcjonalność 😉
    pozdr ;]


  7. mca

    No ja przesiadkę zrobiłem stosunkowo późno, patrząc na moich kolegów jeszcze z SD3, 4 czy 5.. Zanim kupiłem konsolę chyba miałem przerwę niespełna 3 letnią.. i pierwszą serią było NBA 2K10. Od początku grałem we wszystkie gry komputerowe na klawiaturze.. zatem przejście na PADA gdy kupiłem XBOXA było jedną wielką katorgą.. nie wspominając już o całkowicie innym trybie gry, w porównaniu do NBA LIVE na PC. Na całe szczęście teraz już zdecydowanie z górki 🙂

    Fajny artykuł, pozdrawiam!!


  8. Maik PL

    Ja bardzo dobrze pamiętam swoje początki z serią 2k. Rozpoczęła się ona gdy zamieniłem się z kolesiem na konsole. Ja dałem PS2 a dostałem Sega Dreamcast, a wraz z nią NBA 2k2. Pamiętam jak ze śmiechem na twarzy nie mogłem uwierzyć, że wcześniej podniecałem się serią Live. Później było długo, długo nic, aż do momentu gdy kupiłem X’a z jedną tylką myślą, aby pograć w NBA 2k. Była to NBA 2k9. Moim marzeniem była rywalizacja w lidze online. I tak po przejrzeniu całego internetu trafiłem do ligi SLAMDUNK i zostałem do dziś 😀

    P.E.A.C.E.



Odpowiedz

Musisz być zalogowany by móc komentować.

Posiadasz u nas konto? Zaloguj się

Nie posiadasz konta? Zarejestruj się